Powrót

AKTUALNOŚCI

"Moja walka to nie będzie żaden fraek" - rozmowa z Kamilą Porczyk

Data dodania: 2014-01-15 wstecz

Prezentujemy obszerny wywiad z nowym nabytkiem Federacji KSW, ikoną polskiej sceny fitness, Kamilą Porczyk. Pochodząca spod Radomia, a mieszkająca na stałe w Niemczech zawodiczka opowiada o występie na gali KSW26 oraz o jej przejściu ze sportu sylwetkowego do sportó walki.
 
W czerwcu miał miejsce Twój debiut w MMA, w Niemczech. Skąd decyzja o przejściu z fitnessu? W końcu są to dwa zupełnie przeciwstawne sporty.
- Tak jak już wspominałam w wielu wywiadach, na moją decyzję złożyły się dwa czynniki. Pierwszy jest bardzo przyziemny. Byliśmy kiedyś na gali M-1 Global w Sant Petersburgu, kiedy byłam ściśle związana z firmą Olimp. Były to takie targi, gdzie naszą gwiazdą i gościem był Fedor Emelianenko. Tak poznaliśmy się bliżej i nawiązaliśmy kontakt z jego managerem, który zaprosił nas na galę. Siedzieliśmy z mężem na tejże gali i tak zastanawialiśmy się nad tą organizacją, nad jej klimatem, wspominając też KSW. I w pewnym momencie zadał mi pytanie: „Wow, wyobrażasz sobie siebie na takim ringu?”. Oczywiście odpowiedziałam, że no co Ty, ja i taki ring? A wiedz, że mój mąż od zawsze był zaangażowany w sztuki walki. Ja brałam w tym jedynie bierny udział. Musiałam oglądać z nim UFC, chociaż wcale mnie to nie interesowało. Musiałam niejednokrotnie czekać na niego, aż skończy te swoje zajęcia z Krav Magi i innych. No i tak wtedy na tej gali sobie zażartowaliśmy i tyle. Wiesz, ja w fitnessie osiągnęłam już wszystko co sobie zaplanowałam. Wygrałam Mistrzostwa Świata praktycznie już w każdej federacji amatorskiej i poczułam, ze nie mam już motywacji. Tu złoty medal, tam złoty medal i… nagle tracisz motywację, wiesz, że już więcej nie możesz się rozwijać. Jak masz już idealną sylwetkę na zawody, to bardziej idealnej już nie zrobisz, prawda? (śmiech). Tak po prostu opadłam, zeszło ze mnie powietrze i czułam, że nie za bardzo mam na siebie dalej pomysł. Mieszkam teraz pod Frankfurtem nad Menem i jest tu bardzo fajny klub. Również Olimp wszedł tu we współpracę z ciekawymi federacjami MMA na terenie Niemiec, jak również ze sponsoringiem. Dajmy na to klub MMA SPIRIT, który mam tu pod nosem. Pojawiłam się tam, przeszłam testy. Załapałam to, a i straszną pierdołą się nie okazałam (śmiech), więc poszło to wszystko jakoś tak samo dalej. I kręci się nadal. Następnie odbyło się spotkanie z prezesami KSW, padła propozycja i obustronne zainteresowanie. Następnie wiadomo, musiałam solidnie się szkolić. Nie mówię tu o jakimś światowym poziomie, jednak zapewniam, że nie będzie to żadna walka w stylu freak. To będzie prawdziwy sport i walka. Podchodzę do tego bardzo profesjonalnie, ciężko się przygotowuję pod okiem specjalistów. Cały czas równolegle podnoszę swoje umiejętności w zapasach, wrestlingu, jiu-jitsu. Trenuję codziennie a nie wpadam raz w tygodniu. Poświęcam temu cały mój prywatny czas, zdrowie i pieniądze. Wiesz, w życiu każdego sportowca jest taki moment, ze trzeba się rozstać ze sportem, i wierz mi to jest najgorszy moment w jego życiu. I człowiek szuka desperacko wszystkich wyjść, by móc przedłużyć ten czas i jeszcze coś osiągnąć. Zobaczymy teraz jak to wszystko wyjdzie. Okaże się czy to była słuszna decyzja, czy to się będzie podobało i czy warto było.
Od czerwcowej walki było o Tobie cicho. Czy to miał być taki jednorazowy wyskok na zasadzie zobaczymy co dalej? Co by się działo w Twojej karierze gdyby nie propozycja KSW?
- Gdyby nie KSW to pewnie walczyłabym na gali Respect FC w Niemczech. Wiadomo, że doświadczenie zawodnika w ringu jest najważniejsze, same sparingi i walki są szalenie ważne, ja też potrzebuje tego doświadczenia. Z KSW były rozmowy i szansa. Mogłam próbować gdzie indziej ale ja wolę zaryzykować i zawalczyć w KSW. Wiadomo różnie to bywa, nastawienie jest dobre ale wszystko się może zdarzyć. Dla mnie politycznie było lepiej przeczekać ten okres, skupić się na przygotowaniach i finalnie realizować ten cel.
Jak wykorzystujesz swoje przygotowanie fitness na światowym poziomie pod MMA?
- Powiem Ci Wojtek, że ja mam również przeszłość akrobatyczną, ja trenowałam 10-11 lat akrobatykę sportową, skończyłam Katowickie AWF. Zawsze brałam czynny udział w różnych dyscyplinach, miałam solidne przygotowanie ogólnorozwojowe, później ten fitness. Ja zawsze byłam na topie aktywności. Cały czas musiałam dbać o dietę i sylwetkę oraz być sprawną fizycznie. Czyli gibkość, dynamika, siła – to wszystko super. Jednak na pewno na nie niekorzyść działa u mnie jak i u Mariusza, ta kupa mięśni, którą po prostu trzeba utlenić.
Ale u Mariusza jednak budowanie mięśni było inne niż u Ciebie?
- Tak, Mariusz inaczej trenował, on bardziej miał styczność z tymi kondycyjnymi przygotowaniami aniżeli ja. Ja natomiast strikte kondycyjnie nigdy nie trenowałam. Dla mnie to był strasznie wielki przełom zmienić tą bazę tlenową organizmu. Robiłam też badania na Katowickim AWF, współpracuję ze specjalistami, badam postępy. Od samego początku podchodzę do tego profesjonalnie. To była taka moja pięta Achillesowa a teraz mogę powiedzieć, że będę spokojnie przygotowana na te trzy rundy po 5 minut. Teraz wszystko gra. Siła, kondycja i robienie wagi. W tym sporcie robienie wagi idzie w parze z ciężkimi treningami i wysiłkiem. Ale podchodzę do tego psychicznie dobrze i wszystko zaczyna działać.
Wiesz… poza tym, żeby coś osiągnąć trzeba radzić sobie psychicznie ale też mieć wokół siebie dobry team. Ja taki mam i ten bardzo mi pomaga.
Czy zamierzasz przenieść do KSW tą całą otoczkę, to show, które ostatnio widzieliśmy?
- Nie, chyba nie ma takiej potrzeby. Ta pierwsza gala, to była taka trochę gala cała w stylu show. Na pewno pomyślę nad oryginalnym i zapamiętywalnym wejściem, ale postawię na aspekt typowo sportowy a nie show. Nie ujmując nic poprzedniej gali wiem, że poziom koncentracji będzie tu zupełnie inny. Też moje podejście do pierwszej walki było inne. Teraz jest inne. Mam też pewne zobowiązania wobec organizatorów, sama muszę też psychicznie sobie z tym wszystkim poradzić. Jestem sportowcem z krwi i kości i chcę to pokazać.
A wracając jeszcze do tego światowego MMA. Mówiłaś, że mąż był zafascynowany UFC. Czy Ty śledzisz teraz zagraniczną i Polską scenę MMA? Np. karierę Karoliny Kowalkiewicz, która króluje w Twojej kategorii wagowej KSW?
- Karolina Kowalkiewicz jest kompleksową zawodniczką, bardzo dobrze przygotowaną na wielu płaszczyznach i widać w niej pełen profesjonalizm. Szkoda, że w tym przypadku nie robi się też takiego wielkiego „Boom”, jaki robi się np. w przypadku Rondy. Tak swoją drogą, ja w ogóle myślę, że ona to by Rondzie pokazała kto tu jest prawdziwą królową MMA (śmiech). Karolina może walczyć i z zapaśniczką i ze stójkową zawodniczką. Myślę, że tak kompleksowej zawodniczki jak Karolina to szukać ze świeczką.
W pierwszej walce nie zdołałaś się jeszcze pokazać a i przeciwniczka nie była szalenie wymagająca. W czym zatem Ty sama czujesz się mocniejsza? I jak reagujesz na uderzenia?
- Na początku treningów wszystko było rozdzielane. Kiedy doszły już sparingi kompleksowe, to jest to już ciężkie. Uderzanie i wywijanie się z pozycji, wiadomo nie jest łatwe. Ale prawda jest taka, że tu liczy się to jak twardą masz głowę. W sensie psychicznym, jak silny jesteś. I wtedy mimo, że dostajesz po głowie, możesz wyjść z tej niebezpiecznej sytuacji. Czas i kolejna walka pokaże w czym jestem najlepsza. Na pewno mam przewagę siłową nad innymi zawodniczkami. Trenuję też z chłopakami, innymi zawodniczkami i widzę tą bardzo dużą fizyczną przewagę. To też przekłada się na dobre samopoczucie przy walce w parterze. Zobaczymy jak to będzie. Zobaczymy, wszystko w miarę nabywania doświadczeń. Ja trenuję wszystko i nie chcę zaniedbywać żadnej płaszczyzny.
Dziękuję Ci za obszerny wywiad. Bardzo miło było mi z Tobą porozmawiać i mam nadzieję, że będą okazje do dalszych wywiadów, już na KSW 26.
- Oczywiście ja również dziękuję za wywiad, ja zawsze chętnie porozmawiam więc zapraszam serdecznie. A wiesz, kontuzje to są jedynie te najstraszniejsze aspekty sportu. Przygotować się dobrze to jest jedno, ale przygotować się bez kontuzji to już co innego.
Tak to faktycznie wielki problem, zwykle nie da się ich uniknąć. Mniejsze czy większe zawsze się zdarzają ale Tobie życzymy zdrowia.
- Tak miejmy nadzieję, że nic takiego się nie zdarzy, bo to jedyne co mogłoby mnie położyć. Oby wszystko było dobrze. Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Rozmawiał Wojciech Mrozowski (MMAnews.pl)